Wyobraźmy sobie spacer w pobliżu lasu: ktoś zauważa wilka, a jego owczarek nie rzuca się do przodu. Zastygnie w bezruchu, szczeka albo trzyma się bliżej właściciela. Czy to znaczy, że pies go nie broni? Nie. Często wyobrażamy sobie obronę jako atak, choć dla psa sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Owczarek nie rodzi się z obowiązkiem walki z wilkiem
Słowo „owczarek” obejmuje psy o różnych zadaniach. Jedne pomagały pasterzom zbierać i przepędzać stado. Inne hodowano obok stada, żeby wyłapywały drapieżniki i je odpędzały. Owczarek niemiecki trzymany w domu też nie staje się obrońcą przed wilkami tylko dzięki nazwie rasy.
Nawet jeśli pies jest odważny i bardzo przywiązany do człowieka, może nigdy wcześniej nie widział wilka. Psy nie mają gotowego scenariusza na takie spotkanie. Jeden będzie szczekał i stanie z przodu, drugi będzie ostrożnie obserwował, a trzeci cofnie się do właściciela. Na reakcję wpływają charakter psa, jego doświadczenie, odległość od wilka i możliwość ucieczki. Wyciąganie wniosków o lojalności na podstawie jednej takiej chwili byłoby niesprawiedliwe.


Obrona właściciela nie zawsze oznacza atak
Wilk to niebezpieczny przeciwnik dla psa. Poza tym spotkanie człowieka z wilkiem niekoniecznie musi przerodzić się w atak. Jeśli pies pobiegnie w stronę drapieżnika, może znaleźć się w niebezpieczeństwie i pogorszyć sytuację właściciela. Dlatego szczekanie, uważna obserwacja czy wycofanie się razem z człowiekiem nie powinny być nazywane tchórzostwem.
Psy, które specjalnie wykorzystuje się do ochrony stad, też nie szukają walki dla samej walki. Ich zadaniem jest w porę dostrzec zagrożenie, ostrzec o nim i nie pozwolić drapieżnikowi się zbliżyć. Czasami to wystarczy bez konieczności walki.
Jeśli więc domowy owczarek nie rzucił się na wilka, to nie oznacza, że „nie obronił” właściciela. Nie należy oczekiwać od psa walki, do której nie został przygotowany i która może go kosztować życie.


